O autorze
Kocha seks i życie. Wiecznie balansuje na granicy. Dla MamaDu pisze o tym, o czym często boimy się mówić głośno. Było tabu, teraz go nie będzie.

Warto choć raz oszaleć z miłości. Nawet jeśli za rogiem czeka rozczarowanie

Fot. Pixabay / [url=https://pixabay.com/en/kiss-magic-girl-happy-people-499138/]Silverleaf[/url] / [url=https://pixabay.com/en/service/terms/#download_terms]CC0 Public Domain[/url]
Fot. Pixabay / Silverleaf / CC0 Public Domain
Zwariować z miłości, nie spać, nie jeść. Robić milion głupich rzeczy, których nie rozumie nikt. I nie być nastolatką/ nastolatkiem. Zostawiać – na chwilę – wszystko, nie potrafić odejść. „To przekleństwo" mówią ludzie, którzy przez to przeszli. Żałują porywu serca, głupich zachowań, w gabinetach psychoterapeutów nie mogą się pogodzić z tym, jak mogli się tak zachować. A przecież to cudownie, że to przeżyli.

No właśnie, dlaczego nie możemy miłosnego cierpienia odwrócić i znaleźć w nim setek plusów? To dobrze, że czasem tracimy głowę. Robimy głupie rzeczy, nawet się upokarzamy, walczymy o kogoś, czy dajemy mu miliony szans i zgadzamy się, by wciąż zaczynać od nowa. Albo przez chwilę żyjemy z głową w chmurach, chociaż już dawno skończyliśmy szesnaście lat.



Znajdźmy te plusy, bo tylko one sprawią że możemy się potem z tego wykaraskać. A więc:

toksyczne związki zwykle charakteryzują bardzo silne emocje na początku. Żyjemy nakręceni, jak nastolatkowie. Wszystko nam się chce. Uśmiechamy się, jesteśmy bardziej kreatywni, rozsadza nas (zaraźliwa) energia.

takim „miłosnym uniesieniom" często towarzyszy totalna chemia. Tak, wiem, lubimy idealizować, że chemia to jest jakiś cud dany niewielu z nas. No cóż, seksualną chemię potęguje niespełnienie i niepewność. Warto to przeżyć choć raz. Powroty do takiej osoby, godzenie się z nią wiążą się na ogół z ogromną namiętnością, nieporównywalną do innej. Warto przeżyć taki seks.

dzięki „miłosnemu szaleństwu" uczymy się, że umiemy kochać. Albo inaczej: czuć. Że stać nas na wiele, choć już myśleliśmy, że po prostu nigdy nie stracimy głowy.

uczymy się pokory i tego, że dwa najgłupsze słowa w życiu to: „nigdy" i „na pewno".

jesteśmy bardziej tolerancyjni dla słabości innych. Każdy element „belfra" w nas zostaje skutecznie unicestwiony. Widzimy i rozumiemy, że ludzie pod wpływem emocji robią naprawdę głupie rzeczy.
jesteśmy cierpliwi, dobrzy, czuli dla obiektu naszych uczuć. Odkrywamy w sobie pokłady uczuć, których latami nie potrafiliśmy odnaleźć.

– w końcu – najprawdopodobniej– przeżywamy rozczarowanie. I albo my kogoś zostawiamy albo on zostawia nas.

– odkrywamy, że rozczarowanie równa się utrata, a to równa się cierpienie.

Czasem jeszcze z tym walczymy: prosimy kogoś, by z nami został, albo dajemy się uprosić. Rozpoczynamy jakiś żenujący taniec, który przypomina dramat w kilku aktach: kat kontra ofiara. I nie do końca wiemy kto jest ofiarą, a kto katem. Przyjaciele mówią: „puknij się w czoło". Ty się, oczywiście, pukasz i wciąż zachowujesz się jak wariat/ wariatka.

Co z tego dobrego? Jeśli jeszcze kiedyś zwariujesz z miłości, prawie na pewno nie będziesz się tak zachowywać. Prawda jest taka– jeśli my chcemy kogoś porzucić, najprawdopodobniej mamy rację, tak czujemy. Gdy robi to on/ ona– naprawdę niech idzie do diabła. Po co nam ktoś, kogo musimy prosić „zostań"?

Nasz świat nagle ogranicza się do jednej osoby i aby to zmienić musimy nad sobą pracować. Pracować – słowo klucz, tak często zaniedbywane, gdy jest nam w życiu dobrze. Człowiek porzucony (albo porzucający, ale wciąż kochający) robi rzeczy wielkie – zmienia swoje życie w tempie o które się nawet nie podejrzewał. Przypominamy sobie jak cierpienie jest straszne i potem cieszy się nas – dosłownie– wszystko. Ten magiczny poranek, gdy budzimy się bez w ucisku w żołądku i wiemy, że już jesteśmy wyleczeni. Proszę, jak ta kawa smakuje, jak fajnie jest wyjechać z przyjaciółmi, jak cudownie nie czuć tego bólu.

No cóż, pamięć łaskawa jest i wybiórcza. Z perspektywy czasu nasze obiekty szaleństw jawią się nam tylko jako ciekawe lekcje życia: pokory, dystansu, uważności, zaćmienia umysłu, silnych emocji. Możemy iść dalej spotykają na drodze ludzi, którzy nie doprowadzają nas do szaleństw tylko z którymi możemy zbudować fajną, ciepłą i prawdziwą więź.
W życiu nie poznałabym mojego aktualnego partnera gdyby nie mój eks, który doprowadził mnie prawie na granicę szaleństwa. Dziś jestem mu wdzięczna i zawsze powtarzam, że dzięki niemu nauczyłam się naprawdę kochać i odróżniać obłęd od prawdziwej miłości.
Trwa ładowanie komentarzy...